Strony

środa, 30 marca 2016

Primus non nocere - po pierwsze nie szkodzić!

Hipokrates, ojciec medycyny, wypowiedział takie właśnie słowa, które do dziś przyszli lekarze wypowiadają podczas zaprzysiężenia. Podpiąć je można do wielu dziedzin naszego życia, więc dlaczego nie do włosów? Chciałabym więc opowiedzieć o kilku z pozoru drobnych rzeczach, które wiele z nas robi na co dzień i być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że sobie szkodzi.

1. CODZIENNIE UŻYWANIE PROSTOWNICY 

Sama byłam niegdyś jej wielką fanką, aż któregoś dnia odkryłam, że moje włosy są proste ;D istnieją wprawdzie kosmetyki chroniące przed wysoką temperaturą, ale z doświadczenia wiem, że na dłuższą metę nie sprawdzają się one zbyt dobrze i rzetelnie. Jak więc się pozbyć ukochanego potwora? Można spróbować pokochać swoje kręciołki ;) pielęgnacja włosów falowanych i kręconych jest nie lada wyzwaniem, jednakże daje widoczne efekty i sprawia ogromną radość. Ale co zrobić, kiedy naprawdę nie lubię moich kręciołków? Polecam z czystym sumieniem prostowanie keratynowe. Włosy proste, zdyscyplinowane, lśniące i nieprostowane przez miesiące ;) a co najważniejsze? Odbudowane! Nie jest to bardzo skomplikowany zabieg, można go wykonać samemu, ewentualnie z pomocą drugiej osoby. Prostownica to klucz do piekieł i wydaje mi się, że ciężko dobrze i świadomie dbać o włosy, jeżeli się jej używa. Nie popadajmy tylko ze skrajności w skrajność, włosy są dla nas, a nie odwrotnie.


Któż nie marzy o takiej tafli?



2. SPANIE W MOKRYCH I ROZPUSZCZONYCH WŁOSACH

Są to grzechy, które zdarza mi się popełniać do dziś, ale dopiero przy zastosowaniu się do spania w suchych i spiętych włosach zauważyłam ogromną różnicę. Suszarkę do włosów uważam za mojego najlepszego przyjaciela, włosy myję albo późno wieczorem, albo rano przed wyjściem na uczelnię, nie mają więc czasu na naturalne wyschnięcie, co i tak trwa moim zdaniem zdecydowanie za długo. Mokry włos bardzo łatwo zniszczyć, jest podatniejszy na uszkodzenia przez wodę, która rozchyla łuski. Dlatego należy wziąć sobie to do serca i spać w suchych i najlepiej spiętych. Jak je upinać? Ja stawiam kucyki na czubku głowy bądź dobierane warkocze, ale myślę, że koczki także mogą się sprawdzić ;)



3. NIEUMIEJĘTNE CZESANIE

Jak czesać włosy? Zdecydowanie delikatnie ;) Osobiście rozczesuję je zawsze od dołu, ponieważ kiedy zacznę od czubka głowy, zaczynają mi się pęczkować, a pęki niestety bardzo trudno rozczesać. Polecam też, jeśli takowe już powstaną, rozczesywać je palcami. Czesanie włosów mokrych, to także mała zbrodnia. Lepiej to zrobić, gdy są pokryte odżywką i użyć w tym celu grzebienia z szerokimi ząbkami. Przy spłukiwaniu nie powinny się szczególnie poplątać, oszczędzi to wyrwanych kołtunów ;)





4. CHAOTYCZNE MYCIE

Przed włosomaniactwem szorowałam włosy, jakbym co najmniej dzień spędziła bawiąc się w błocie. Musiało być dużo piany i wszystkie ociekały szamponem. A wystarczy zacząć od skóry, najpierw umyć ją porządnie opuszkami palców, a następnie przejść do włosów na długości i wcierać w nie delikatnie szampon (bądź odżywkę, bo ona do mycia na długości znakomicie się nadaje). Dużo mniej splątanych kosmyków, a co za tym idzie - delikatniejsze czesanie i mniej wyrwanych i zniszczonych mechanicznie włosów.


5. GORĄCA WODA

Włosy nie lubią bardzo wysokich temperatur. To samo dotyczy wody, w której je myjemy. Jestem fanką gorących kąpieli i pryszniców, choć zdaje sobie sprawę, że nie służy to ani włosom, ani mojej skórze. Staram się jednak im to troszkę wynagrodzić. Przy samych czynnościach pielęgnacyjnych, wybieram wodę jednak trochę chłodniejszą, a do ostatniego płukania zawsze używam letniej, ale nie zimnej wody.




6. TARCIE PODCZAS WYCIERANIA

Żeby pozbyć się nadmiaru wody po ich umyciu, wystarczy na kilka minut założyć na nie ręcznik, zrobić tak zwany turban i dać mu robić swoją robotę. Nie potrzeba dodatkowo fundować włosom papieru ściernego (bo tak tarcie po nich ręcznikiem działa). Zdzieramy w ten sposób wszystko, co dobre dałyśmy włosom, np. olej, ale także naruszamy samą strukturę włosa, którą wcale niełatwo odbudować.


7. SUSZARKA PRZYJACIELEM?

Z suszarką warto się umiejętnie zaprzyjaźnić, bo inaczej może okazać się naszym przeciwnikiem. Ważne są trzy rzeczy: aby ta suszarka miała regulację temperatury, prędkości oraz funkcję jonizacji. Zwykle suszę włosy raczej na turbo obrotach (choć jak wiadomo im wolniejsze tym lepiej), ale zaczynam od letniego nawiewu i na zimnym kończę. Nie męczę ich gorącym powietrzem, zamykam łuski zimnym. Jonizacja ma na celu pomoc z elektryzowaniem się włosów.


8. METALOWE OZDOBY

Gumkom i wszelkim spinkom i wsuwkom z metalu bądź metalowymi elementami, mówię stanowcze NIE. Wyrywają one i zniekształcają włosy, a za tym idą rozchylone łuski, które ciężko z powrotem domknąć. Polecam gumki frotki lub Invisibobble, ponieważ delikatnie zsuwają się z włosów. Na wszelkiego rodzaju spinki zamiennikiem mogą być plastikowe lub materiałowe opaski.



9. ZABEZPIECZANIE

Brak odpowiedniego zabezpieczenia końcówek ma także negatywne skutki. Włosy narażone są na otarcia, przez co ich naturalny film zostaje uszkodzony bądź zniszczony. Warto więc zaserwować im codziennie kroplę olejku czy serum silikonowego. Zależy nam przecież na tym, aby były piękne i błyszczące ;)

Celowo nie podałam zabiegów, którym poddajemy nasze włosy, tj. rozjaśnianie, farbowanie czy trwała. Czasem niestety są to rzeczy nieuniknione, a te z podanych przeze mnie punktów, można sprytnie obejść ;) Czy ktoś dodałby coś do tej listy?

Pozdrawiam, Magda ;)


piątek, 25 marca 2016

Jak nałożyć i zmyć olej?


W jakim celu nakłada się w ogóle olej? Otóż uzupełnia on "braki" we włosowych łuskach, dlatego właśnie należy wybrać olej do porowatości, aby cząsteczki były odpowiednio duże i wnikały właściwie we włos. Czeka nas drogie Panie tafla włosów niczym z Bollywod! Staną się one bowiem błyszczące, gładsze, przyjemne dla oka ;)



Sposobów na aplikację olejów jest wiele, można je też dowolnie modyfikować. Najważniejsze jest przecież to, żeby olej działał! Jak się więc za to zabrać? Opowiem o metodach, które sama przetestowałam i o tym, jak one się u mnie sprawdziły.

OLEJOWANIE NA SUCHO
Jest to najmniej skomplikowany sposób nakładania oleju. Porcję około łyżki stołowej nakładam na włosy zaczynając od końcówek (tu daję raczej najwięcej oleju), a na długości koło ucha kończąc. Nie lubię nakładać olejów na całość, a tym bardziej na skórę głowy (nie jest to w żaden sposób przeciwwskazane, chyba, że miewasz problemy ze skalpem, wtedy bezpieczniej omijać to miejsce). Ważny jest czas trzymania oleju na włosach. U mnie jest to minimum dwie godziny, czasem spędzam z olejem całą noc. Akurat u mnie efekt jest ten sam i na szczęście pozytywny. Należy jednak pamietać, że każde włosy są inne, wszystko jest indywidualne, dlatego metodą prób i błędów dochodzi się do perfekcji ;D Włosy trzymam upięte w wysokiego, zawiniętego koka.


OLEJOWANIE NA MOKRO
1. Najpierw namoczyć włosy, a potem nałożyć olej.
2. Najpierw nakładamy, olej a następnie moczymy włosy.
Ta metoda jest u mnie równie skuteczna i skraca czas trzymania oleju. Trzymam olej około godziny do maksymalnie dwóch. Jednakże nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie nie jest moją ulubioną.


OLEJOWANIE W MISCE
Wypróbowałam tylko raz, niestety mój kark nie był zachwycony, a i włosy bez rewelacji. Metoda ta polecana jest szczególnie dla delikatnych i cienkich włosów, dla których "za ciężkie" jest bezpośrednie olejowanie. W miskę nalewamy wodę i robimy a'la rosołek, bo do miski wlewamy olej, ja na 3 litry ciepłej wody dałam łyżkę oleju i w tym zamoczyłam włosy, wisząc głową w dół. Niestety u mnie bez efektów. 

OLEJOWANIE W KUBECZKU
Do kubeczka o objętości 500 ml nalałam ciepłej wody, łyżkę oleju, 10 kropli keratyny i 10 kropli d-panthenolu. W tym moczę włosy, oczywiście głownie końcówki, a potem resztą je spłukuję, zawijam w koczek i robię kompres: na głowę zakładam foliowy czepek (bądź reklamówkę - tak samo działa ;)) i na to szczelnie ręcznik, żeby woda nie spływała po plecach. Staram się wysiedzieć około godzinki i zmywam. Oczywiście nie trzeba dodawać półproduktów.

OLEJOWANIE SKÓRY GŁOWY
Skalp olejowałam tylko i wyłącznie olejkami na porost. Był to olej rycynowy, któremu zdecydowanie należy się osobny post oraz olejem z Green Pharmacy z papryczką. Niewielką ilość oleju nalewałam na talerzyk i opuszkami palców wmasowywałam w skórę.


Nasuwa się jeszcze pytanie: jak zmyć olej? 
Nie ukrywam, że początki były ciężkie. Zdarzało mi się chodzić na zajęcia z niedomytą głową... Włosy trzeba wyczuć, trochę mi zajęło nauczenie się moich własnych.

Po pierwsze szampon. Wystarczy porządne, najlepiej dwukrotne mycie szamponem. Wszystko zależy od tego, ile nałożymy oleju. 

Po drugie maska bądź odżywka. Na zmoczone włosy nakładam dość obficie najczęściej maskę Kallos Milk, której zadaniem jest emulgacja oleju. Wmasowuję ją we włosy, zostawiam na kilka chwil, czasem robię to dwukrotnie. Nie używam szamponu na długości włosów. 

I już, nadmiar oleju schodzi, a włosy mają barierę ochronną. ;D


ZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK OLEJEM
Jeżeli mowa o oleju jako "zabezpieczaczu" końcówek, to nakłada się go tylko kropelkę i dłońmi rozprowadza po włosach. Nie trzeba go wtedy zmywać.

Pozdrawiam, Magda ;)

Zbawienne olejowanie

Pamiętam, gdy pierwszy raz przeczytałam o olejowaniu. Szok, niedowierzanie i ciekawość.
I tak kupiłam oliwę z oliwek, która była polecana jako pierwszy olejek na próbę. Moje włosy były w fatalnym stanie.
Przesuszone, połamane, rozdwojone. Przy czesaniu pełno końcówek leżało w umywalce :( Na początku nie wpadłam na to, żeby poszukać w Internecie czegoś, co by im pomogło, sama znalazłam "idealny" sposób - prostowałam te wyschniętą szczotę. Czasem na mokre bądź wilgotne włosy. Można sobie tylko wyobrazić jaką masakrę sobie sprawiłam.

Oliwę z oliwek nakładałam codziennie. Włosy chłonęły olej jak gąbka. Po około dwóch miesiącach widziałam poprawę. Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia "przed". Oczywiście też sporo je podcinałam. 

Postanowiłam spróbować innego oleju, padło na kokosowy. Totalna porażka. Siano gorsze, niż było przed rozpoczęciem extra pielęgnacji. Wtedy to dopiero zagłębiłam się w temat
POROWATOŚCI WŁOSÓW A DOBORZE OLEJU
Kokosowy poszedł do mamuni jako olejek do ciała (a jest idealny na suchą skórę!), a ja zakupiłam olej lniany. Była to miłość od pierwszego olejowania <3 niedrogi, łatwo dostępny i zdziałał cuda dla mojej czupryny. Nie rozstałam się z nim przez całe dwa lata włosomaniastwa.
Międzyczasie kupiłam olej arganowy, który ani trochę mnie nie zadowolił. Na włosach nie robił nic, a kosztował niestety bardzo dużo.
Na końcu zeszłego roku wykonałam sobie prostowanie keratynowe, co zmieniło porowatość moich włosów w większości na niską i polubiły się z kokosem.
Po rozjaśnianiu włosów keratyna wypłukała się na tyle, że kokos już niestety nie jest miłością, bo powoduje spuszone końce.
Używam obecnie oleju śliwkowego, który kocham za wydajność i zapach. Kilka kropel wystarczy do naolejowania całych włosów.
Drugim olejem w mojej kosmetyczce jest olej z orzechów włoskich, który również cudownie pachnie i oczywiście cudownie działa. 

Moim włosom najbardziej odpowiada mix śliwki i orzecha. Proporcje staram się robić 1:1, jednakże nie przykładam do tego szczególnie wagi.



Dwa tygodnie regularnego olejowania co drugie mycie, włosy myję prawie codziennie.

Pozdrawiam serdecznie, Magda ;)

czwartek, 24 marca 2016

Let's start!

To już moje trzecie podejście do blogowania.
Chciałabym, żeby to był blog o mnie, nie tylko o włosowych historyjkach, ale zobaczymy jak to wyjdzie ;)
Włosy zapuszczam od 1 liceum, ale jakoś nie mogłam temu podołać, ze względu na wiecznie zniszczone końce. Odkąd pamiętam były długości do zapięcia od stanika bądź trochę krótsze. Miały też przeróżne kolory, zaczynając od blondu, przez rudości, czerwienie, brązy i czerń, teraz są nawet miejscami zielone ;D

Do zadbania o nie zmotywowały mnie piękne włosy moich koleżanek na studiach, za co im bardzo dziękuję ;D

Marzą mi się włosy jaśniejsze niż mam obecnie i jeszcze jakieś 10, max 15 cm dłuższe. Niestety nigdy nie miałam cierpliwości do wcierek, drożdży ani siemienia lnianego, dlatego w głębi duszy liczę na to, że blogowanie pomoże mi się utrzymać w którymś z postanowień.
Kiedyś zapewne opowiem ich długą i burzliwą historię :)
Włosomaniaczką jestem od 1 grudnia 2013 roku, kiedy to po raz pierwszy nałożyłam na moje biedne włosy oliwę z oliwek.
Pozdrawiam, Magda :)