Strony

piątek, 29 kwietnia 2016

"Recepta babci Agafii" czyli sekrety syberyjskich ziół - szampon i balsam


         Na te dwie skromne butelki trafiłam niedawno w mojej małej drogerii pod akademikiem. Często uda się tam trafić na perełki, które dotąd znałam tylko ze sklepów internetowych, bądź też takie trudno dostępne w Rossmanie czy Hebe.
            Miałam już wcześniej do czynienia z kosmetykami do włosów od Babuszki Agafii, więc nie wahając się zbyt długo wzięłam szampon i odżywkę w ciemno - nie było bowiem wyboru zbyt szerokiego, ponieważ zdążyły się wyprzedać :( Wzięłam szampon przeciw wypadaniu włosów i balsam, który nadaje objętość i blask. Czy się sprawdziły? Zapraszam do mojej pierwszej recenzji ;)



TRADYCYJNY SYBERYJSKI SZAMPON 3 - PRZECIW WYPADANIU



"Tradycyjny szampon Agafii do włosów 3 na bazie propolisu łopianowego, a także ekstraktu prawoślazu, olejków kminku - zawiera dużą ilość witamin A, B1, B2, C i PP oraz minerałów, które intensywnie odżywiają włosy i zapobiegają ich nadmiernemu wypadaniu. Szampon ma silne działanie odżywcze i regenerujące, zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów, wzmacnia je, chroni przed uszkodzeniami i działaniem czynników zewnętrznych" - opis producenta.



Skład: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Propolis Extract, Arctium Lappa Root Extract, Glycine Soja Oil, Urtica Dioica Extract, Chamomilla Recutita Flower Water, Althaea Officinalis Root Extract, Salivia Officnails Oil, Carum Carvi Fruit Oil, Mel, Saponaria Officinails Root Extract, Cera Alba, Panthenol, Niacinamid, Citric Acid, Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Cl 15985, Cl 19140, Cl 42030, Cl 14720.

Na czerwono zaznaczyłam składniki, które odpowiadają za faktyczne mycie skóry i włosów. 
Na żółto wszelkie roślinne wyciągi itp.
Na zielono emolienty i oleje.
Na niebiesko humektanty, czyli nawilżacze.
I na różowo substancje, które mogą UCZULAĆ.

Szampon nie zawiera absolutnie żadnych silikonów ani keratyny, co dla mnie jest dużym plusem, bo bardzo nie lubię tych składników w szamponach. Ma natomiast SLES, którego wiele osób, zwłaszcza z delikatną skórą powinno się wystrzegać. Bardzo dobrze myje i się pieni, bez problemu radzi sobie ze zmyciem oleju. Należy jednak uważać, ponieważ zawiera dużo roślinnych wyciągów, które przy zbyt intensywnym stosowaniu mogą (ale nie muszą) przesuszać włosy. Dla mnie szampon idealny ;) Posiadaczki jasnych włosów powinny uważać, ze względu na barwniki zawarte w szamponie. Jego kolor to taki przeźroczysty zmieszany z czarnym ;)

Opakowanie jest raczej klasyczne, plastik miękki, więc bez problemu można wydobywać produkt. 

Zapach ziołowy, dla mnie przyjemny.

Cena jak najbardziej przystępna. Za 500 ml zapłaciłam niecałe 8 zł ;)

Jeśli chodzi o wypadanie to niestety nie podam obiektywnej odpowiedzi, ponieważ stosuję wcierkę, która je skutecznie zahamowała do minimum.



TRADYCYNY SYBERYJSKI BALSAM Nr 4 OBJĘTOŚĆ I BLASK



"Tradycyjny balsam do włosów nr 4 na bazie propolisu kwiatowego i innych naturalnych składników, takich jak organiczny wosk kwiatowy, oleje z wiązówki błotnej i werbeny przywraca włosom lekkość i puszystość. Odpowiednio dobrane naturalne składniki sprawiają, że włosy zyskują witalność, piękno i intensywny blask. Przy regularnym stosowaniu balsamu włosy są łatwiejsze do ułożenia, lekkie, puszyste i piękne".


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Amodimethicone, Propolis Extract, Calendula Officinails Flower Extract, Chamomila Recutita Flower Water, Sophora Japonica Flower Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Cera Alba, Lavandula Angustifolia Oil, Chamomila Recutita Oil, Mel, Panthenol, Pinus Sirbica Needle Extract, Pinus Sirbica Seed OilPinus Sirbica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Xantan Gum, Hydrolyzed Milk Protein, Trideceth-12, Ceteareth-20, Citric Acid, Parfum,  Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Cl 16255, Cl 15985, Cl 19140, Cl, 42090, Cl 14720

Dokładnie jak wyżej:
Na czerwono zaznaczyłam składniki, które odpowiadają za mycie.
Na żółto wszelkie roślinne wyciągi itp.
Na zielono emolienty i oleje.
Na niebiesko humektanty, czyli nawilżacze.
Na fioletowo proteiny.
I na różowo substancje, które mogą UCZULAĆ.

W składzie znowu brak silikonów. Zdecydowanie balsam włosów nie obciąża choć dociąża. Są miłe, lekkie, puszyste: tak jak obiecano ;D

Produkty mogą okazać się idealne dla kręconowłosych oraz takich włosów, które kosmetyki łatwo obciążają (wyglądają wtedy na nieświeże bądź szybko się przetłuszczają), np. dla cienkowłosych (czyli takich, jak ja). Na szampon zdecydowanie powinny uważać osoby o bardzo wrażliwej skórze głowy.

Włosy po użyciu szamponu i balsamu, bez olejku na końcach, naturalne światło


Podsumowując: oba produkty mają u mnie duży plus za działanie (co najważniejsze) oraz za cenę. Nie wydaje mi się natomiast, aby mogły być jedynymi produktami do pielęgnacji włosów. Potrzeba jeszcze jakiegoś zabezpieczenia końcówek ;)

środa, 20 kwietnia 2016

DIY płukanka zakwaszająca

Poprzedni weekend nie obył się bez włosowych kombinacji. Ni z tego, ni z owego moja siostra wpadła na genialny pomysł - pofarbować "odrost" na ciemniejszy kolor - zrobić taki sztuczny, żeby nie było tak dużego kontrastu z farbowanym blondem a ciemnym naturalnym brązem.
Po całej operacji, gdy przyszedł czas na spłukanie farby, przeszła mi przez głowę myśl, czy przypadkiem ta ciemna spływająca farba nie zabarwi w żaden sposób blondu... Trzeba więc było się ratować czymkolwiek, co było w domu ;D

Aby farba nie dostała się do jasnych włosów, trzeba było zamknąć ich łuski. W tym celu użyłyśmy płukanki cytrynowej.


Jak przygotować? 
Otóż bardzo łatwo ;)
pół cytryny
pięć litrów wody chłodnej (najlepsza byłaby destylowana bądź przegotowana, my jednak wzięłyśmy prosto z prysznica)
wlać to razem do miski i troszkę zamieszać

Jak użyć?
Włosy wkładamy do miski i moczymy dosłownie chwilę, można zanurzyć także głowę. Następnie polewamy włosy całą zawartością miseczki. Polecam na koniec jeszcze polać chłodną wodą bez cytryny, bo zdarzało mi się, że bez tego kroku były takie trochę posklejane.
Płukankę stosujemy najczęściej po myciu jako jedno z ostatnich płukań.

Ma ona na celu, tak jak już wspomniałam, zamknięcie łusek włosów, może pomóc doraźnie z przetłuszczaniem skóry głowy. Włosy są sypkie, błyszczące, lekkie. Warto użyć płukanki przed większym wyjściem, efekt wow murowany ;)
Stosować można co około dwa tygodnie. Zbyt częste stosowanie płukanki zakwaszającej może powodować przesuszenie, a nawet spalenie włosów! Należy więc robić to z głową ;)
Płukanka cytrynowa działa na nasze włosy także jako odkamieniacz - usuwa kamień, który nagromadził się na włosie podczas mycia wodą z prysznica.





Co zamiast cytryny?
Ocet jabłkowy w proporcji około pół szklanki na pięć litrów wody
Piwo ;)

Płukankę warto stosować po farbowaniu włosów, aby domknąć łuski. Efekt lekkich, miękkich włosów utrzymuje się u mnie do kilku myć. Jeżeli chcesz zastosować płukankę PO farbowaniu, polecam zrezygnowanie z odżywki dołączonej do farby, ponieważ ma składniki odpowiedzialne za domykanie łusek. Tak więc albo odżywka albo płukanka, żeby nie narobić sianka ;)




piątek, 15 kwietnia 2016

Good hair day (1)

Good hair day to sprawa indywidualna. Oczywistym jest, że włosy nie zawsze wyglądają tak, jak chcemy. Czasem będą przypominały bardziej siano niż włosy, bo nałożymy za dużo keratynowych produktów, a raz pozbijają się w kolonie (czy też strąki - zwał jak zwał) przez nadmiar emolientów. Są jednak dni, kiedy chcemy wyglądać dobrze, olśnić błyszczącą taflą bądź bujnymi lokami. Jak więc sprowokować "Good hair day" bez użycia stylizatorów czy np. prostownicy?

Chętnie podzielę się "przepisem" na jeden z moich super włosowych dni.

Po pierwsze naolejowałam włosy kilkoma kropelkami olejku śliwkowego od ucha ku końcom. Pochodziłam z olejem około dwóch godzin. Olej podczas mycie zemulgowałam Kallosem Milk. Następnie umyłam głowę i włosy szamponem z BioVax. Na końcówki na kilka chwil nałożyłam odżywkę Oil Repair3.


Po odsączeniu wody ręcznikiem dosłownie kropelkę wielkości groszku odżywki z Ziaji wtarłam w końce. Wysuszyłam je w większości zimnym nawiewem. W suche końcówki wtarłam kropelkę olejku śliwkowego. Przed spaniem związałam je w wysoką kitkę na czubku głowy, aby zyskały objętość i aby pozostały proste.


Rano popsikałam je na długości Gliss Kurem, a na włosach przy twarzy użyłam suchego szamponu Batiste o moim ulubionym zapachu ;)


Włosy są śliskie i zdyscyplinowane, końcówki odpowiednio nawilżone bez oznak przesady (nie zbijają się w strąki). Zabrakło im jednak miękkości, mogłam więc dodać gdzieś np. mocznik.

Podsumowując: postawiłam na emolienty, niewielka tylko ilość nawilżaczy była w odżywce z Ziajki, prawie bezwzględnie uniknęłam protein (keratyna w Gliss Kurze).


Może masz jakiś sposób na swój Good hair day? ;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jak wcierać wcierkę i dlaczego ją stosować?



Wcierki są często pomijanym źródłem w walce o piękne włosy. Wydaje mi się, że głównie ze względu na uciążliwość stosowania - niekiedy dla efektów należy to robić codziennie.
Mają one wiele zastosowań, można przyśpieszyć porost włosów, zminimalizować wypadanie, przetłuszczanie czy łupież. Potrafią zadbać o skórę głowy, która najczęściej jest traktowana tylko szamponem (przynajmniej u mnie ;))


Jak więc się za to zabrać, aby miało to sens i przebiegało sprawnie?

Zwykle zaczynam wcierkową terapię od porządnego oczyszczenia skóry głowy ze zrogowaciałego naskórka, czyli po prostu wykonuję peeling.Oczywiście taki swojej roboty ;) Mój ulubiony jest cukrowy - łyżka cukru i łyżka szamponu i tę substancję wmasowuję w głowę. Można zamiast cukru użyć kawy bądź jakichś drobnych ziarenek. Można także zakupić gotowy. Dla wrażliwej skóry polecam jednak peeling enzymatyczny, ponieważ mechaniczne zdzieranie naskórka może podrażnić delikatną skórę. Nie zalecam jednak stosować peelingu zbyt często, bo może powodować wzmożone wypadanie czy podrażniać skórę.

Aplikuję wcierkę robiąc przedziałki na całej głowie po około 3- 4 cm od siebie, Niestety nie wszystkie wcierki mają tak wygodną buteleczkę jak ta z Joanny. Nie ukrywam, że każda inna wcierka była dla mnie przez to gorsza w użyciu. Najczęściej nabierałam ją do strzykawki i tak rozprowadzałam lub też nalewałam trochę na talerzyk i opuszkami palców nanosiłam na głowę. Oczywiście nadal stosując przedziałki.

Ważny jest także masaż skóry tuż po aplikacji, Dla mnie jest to najprzyjemniejsza rzecz w ciągu dnia. Poprawia on krążenie, dlatego wcierka szybciej wchłania się tam, gdzie powinna. Delikatne mechaniczne podrażnianie cebulek może także objawiać się przyśpieszonym porostem. Głowę masujemy powoli opuszkami palców wykonując okrężne ruchy. Można też użyć gotowego już masażera.


Pamiętaj, że wcierka to nie tylko magiczna, gotowa mikstura, można ją także z odpowiednich składników przygotować w domu (np. kozieradka) lub nakładać olej (np. rycynowy).

Może masz ochotę ze mną zawalczyć o systematyczne wcieranie? ;)



środa, 6 kwietnia 2016

Gorące nożyczki - czyli jeden ze sposobów na rozdwojone koncówki

Rozdwojone końce to odwieczny problem długich włosów. Chcesz, aby rosły, więc pozwalasz tym smutnym włosom żyć swoim życiem. Niestety efekt jest odwrotny - rozdwojone końce osłabiają włos, staje się on kruchy, szybciej traci nawilżenie. A zniszczenia pną się w górę. Najlepszym lekarstwem na rozdwojone końcówki są nożyczki. Nie mam co do tego wątpliwości. Nie istnieją żadne magiczne specyfiki, które scalą włos. Trzeba go po prostu ściąć. I to im szybciej, tym lepiej, bowiem im dłużej zwlekasz, bo nie chcesz obciąć, tym krótsze będą, gdy w końcu zdecydujesz się sięgnąć po nożyczki.

Mimo, iż zapuszczam włosy, fryzjera odwiedzam co około 3 miesiące. Końcówki są już po prostu "zmęczone", suche, wprawione oko zauważy, że są jaśniejsze niż reszta włosów.
Jest jednak sposób, żeby włos nie niszczył się tak szybko. Otóż - strzyżenie na gorąco!

Nożyczki są podpięte do prądu oczywiście, temperatura jest ustawiona odpowiednio do stanu włosów (np. czy były rozjaśniane itp.). Gdy po raz pierwszy o tym usłyszałam, zapaliła mi się czerwona lampka w głowie. Przecież temperatura wysoka niszczy włos. I tu o radę zapytałam fryzjerkę, która wyjaśniła mi, że włos jest "przypalany" tak, jak nitka zapalniczką, co by się nie rozwarstwiała. Myślę, że jesteś w stanie sobie to wyobrazić i już wiesz, jak to działa.

Włos jest też trochę inny niż przy cięciu zwykłymi nożyczkami. Nie mogę dobrać odpowiedniego słowa, abyś mnie zrozumiał. Jak szczotka? Nie chodzi o to, że sztywne, końcówka jest taka KONKRETNA, mięsista. Sam producent nożyczek podkreśla, że cięcie tymi nożyczkami pomaga utrzymać wilgotność włosa przez stworzenie uszczelnienia wysoką temperaturą.

I ja się pod tym podpisuję rękami i nogami ;) Cięcie to nie kosztuje dużo więcej, a myślę, że warto.





wtorek, 5 kwietnia 2016

Porost włosów - siemię lniane, wcierka z czarnej rzepy i skrzyp z porzywą

Kiedy zaczynałam wdrażać się w tajniki włosowe, obiecałam sobie, że na egzamin zawodowy zapuszczę włosy moich marzeń. Jak to jednak w życiu bywa - nie do końca się udało. Brakuje mi nadal sporo, bo ponad 10 cm, a zostały trzy miesiące. Niestety, choćbyśmy chcieli cudu, to tak szybko nie urosną. Przełożyłam więc sobie troszkę metę - do absolutorium, które mamy na początku października, a więc 6 miesięcy.

Sposobów na porost włosów mamy bardzo dużo wbrew pozorom. Na początku do tematu podchodziłam bardzo ostrożnie, nie wierzyłam w tę magię. Na szczęście znalazłam kilka perełek, które mi pomagają przyspieszyć wzrost włosa. Standardowo moje włosy rosną w tempie 1 cm na miesiąc. Postawiłam więc na trzy przyspieszacze porostu. Takie, które już wiem, że u mnie działają. Nigdy jednak nie stosowałam ich jako takie combo ;D Chcę ich używać początkowo przez miesiąc, a jeżeli efekt będzie zadowalający to przedłużę kurację.


To moje kontrolne pasemko z "grzywki". Wybrałam takie, bo łatwo je odnajdę, jest tuż przy skraju włosów i przy przedziałku na środku. 



Siemię lnianie

Niepozorne nasionka lnu zwyczajnego są bardzo zdrowe i korzystnie wpływają na organizm. Posiadają wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, błonnik, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny. Obniża poziom cholesterolu, zmniejsza wchłanianie glukozy w przewodzie pokarmowym, działa na niego osłonowo. Wykazuje też właściwości przeciwnowotworowe i przeciwzapalne. Jeśli to nie przekonuje Cię do jego spożywania, to może tak jak mnie zmotywuje to, że poprawia stan włosów i paznokci, a także przyspiesza ich wzrost! 
Jak je przygotować?
Łyżkę siemienia lnianego zalewam wrzącą wodą do połowy szklanki i przykrywam talerzykiem. Wypić można, gdy już trochę przestygnie. Polecam rozgryzać nasionka ;) Z początku wydawało mi się okropnie oślizgłe, więc proszę się nie zrażać. Często ziarenka zalewam wieczorem, a zjadam rano. Polecam konsumować na czczo, wtedy najlepiej działają ;)







Herbata ze skrzypu i pokrzywy

Skrzyp polny to roślina uważana w Polsce za chwast ;) Można go znaleźć na łące lub w lesie. Ma właściwości moczopędne, uspokajające i przeciwdrgawkowe.
Pokrzywa zwyczajna także wzmaga produkcję moczu, jest bogata w wiele witamin, makro - i mikro-elementów, ułatwia przemianę materii, a także wzmaga apetyt.
Obie herbaty mają bez wątpienia wiele zalet, dlatego piję je razem. 
Po jednej torebce każdej z nich wrzucam do dużego, ukochanego kubka, zalewam pół litra wody i przykrywam talerzykiem, aby troszkę się zaparzyły. 





Wcierka z czarnej rzepy "Joanna"

Jedyna wcierka, którą do tej pory przetestowałam z pozytywnymi skutkami! Ma w składzie szkodliwy alkohol, więc osoby o delikatnej skórze głowy powinny uważać z jej stosowaniem. 
Na razie używam jej codziennie. Muszę obserwować, czy przypadkiem nie wysusza mi skóry.



Trzymaj za mnie kciuki!

piątek, 1 kwietnia 2016

Aktualizacja włosów MARZEC 2016

Przez cały marzec zmagałam się z zielonym kolorem włosów, który powstał na skutek rozjaśnienia włosów pofarbowanych dwa lata temu indygo. Udało się go już prawie zneutralizować, choć do pięknego koloru długa droga ;)
Po drugie marzec był pod hasłem olejowania, bo pomimo użycia nanoplexu przy rozjaśnianiu, to włosy jednak się trochę osłabiły.
Po trzecie mocznik i siemię lniane, bez których nie udałoby się utrzymać nawilżenia.




Na zdjęciu po lewej zaraz po rozjaśnianiu. Zdjęcie po prawej już po wielu próbach pozbycia się niechcianego koloru. Nadal widać zimny kolor, mniej więcej w połowie długości, którego być nie powinno. Myślę, że kolejne farbowanie już zlikwiduje tę różnicę.

Pozdrawiam, Magda ;)