Strony

piątek, 15 kwietnia 2016

Good hair day (1)

Good hair day to sprawa indywidualna. Oczywistym jest, że włosy nie zawsze wyglądają tak, jak chcemy. Czasem będą przypominały bardziej siano niż włosy, bo nałożymy za dużo keratynowych produktów, a raz pozbijają się w kolonie (czy też strąki - zwał jak zwał) przez nadmiar emolientów. Są jednak dni, kiedy chcemy wyglądać dobrze, olśnić błyszczącą taflą bądź bujnymi lokami. Jak więc sprowokować "Good hair day" bez użycia stylizatorów czy np. prostownicy?

Chętnie podzielę się "przepisem" na jeden z moich super włosowych dni.

Po pierwsze naolejowałam włosy kilkoma kropelkami olejku śliwkowego od ucha ku końcom. Pochodziłam z olejem około dwóch godzin. Olej podczas mycie zemulgowałam Kallosem Milk. Następnie umyłam głowę i włosy szamponem z BioVax. Na końcówki na kilka chwil nałożyłam odżywkę Oil Repair3.


Po odsączeniu wody ręcznikiem dosłownie kropelkę wielkości groszku odżywki z Ziaji wtarłam w końce. Wysuszyłam je w większości zimnym nawiewem. W suche końcówki wtarłam kropelkę olejku śliwkowego. Przed spaniem związałam je w wysoką kitkę na czubku głowy, aby zyskały objętość i aby pozostały proste.


Rano popsikałam je na długości Gliss Kurem, a na włosach przy twarzy użyłam suchego szamponu Batiste o moim ulubionym zapachu ;)


Włosy są śliskie i zdyscyplinowane, końcówki odpowiednio nawilżone bez oznak przesady (nie zbijają się w strąki). Zabrakło im jednak miękkości, mogłam więc dodać gdzieś np. mocznik.

Podsumowując: postawiłam na emolienty, niewielka tylko ilość nawilżaczy była w odżywce z Ziajki, prawie bezwzględnie uniknęłam protein (keratyna w Gliss Kurze).


Może masz jakiś sposób na swój Good hair day? ;)

1 komentarz:

  1. Daję lajka żółtej odżywce z Garniera - działa cuda, nawet na lokowanych włoskach :) Ja jako wisienkę na torcie nakładam dwie kropelki olejku Marion i wduszam w końce - polecam i ściskam autorkę bloga :**

    OdpowiedzUsuń