Strony

środa, 8 czerwca 2016

ENCANTO DO BRASIL czyli prostowanie keratynowe w domu

Dziś był jeden z piękniejszych dni mojej edukacji - zdałam najcięższy z egzaminów w mojej karierze i tym samym dałam sobie z powrotem pozwolenie na blogowanie. Na całe szczęście niepisanie nie równa się nicnierobieniem. I tak oto około tydzień temu, a może już dwa, wykonałam po raz drugi samodzielnie zabieg keratynowego prostowania.
Ten pierwszy nie był dla moich włosów zbyt łaskawy. Spaliłam sobie końcówki, bo niedostatecznie wysuszyłam włosy. Człowiek na szczęście uczy się na błędach i tym razem wszystko przebiegło pomyślnie ;)
Instrukcję do wykonania zabiegu pozwolę sobie wziąć z tej strony.

Rzeczy niezbędne do wykonania zabiegu prostowania włosów przy użyciu zestawu preparatu Encanto Do Brasil: miseczka, grzebyk, rękawiczki, maseczka, prostownica.

Umyj włosy szamponem dołączonym do zestawu ( CLARIFING SHAMPOO) 2-3 razy w zależności od potrzeby. Ma to na celu wypłukanie wszelkich pozostałości po koloryzacji czy innych zabiegach chemicznych, czyli ogólnie rzecz ujmując zanieczyszczeniach. Osusz włosy ręcznikiem, usuwając z nich nadmiar wody tak aby pozostały wilgotne.

Upewnij się, że jesteś w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Załóż rękawiczki i maseczkę. Dobrze wstrząśnij butelkę ( STRAIGHTENING TREATMENT) przed użyciem a następnie wyciśnij do miseczki pożądaną ilość preparatu. Przed rozpoczęciem zabiegu zrób próbę uczuleniową na małym fragmencie skóry. Po krótkim czasie, jeżeli skóra nie zaczerwieni się kontynuuj zabieg. Podziel włosy na bardzo małe partie a następnie za pomocą pędzelka rozprowadź preparat prostujący na włosach w odległości 1-2 cm od skóry głowy, aż po same końce. Unikaj kontaktu preparatu ze skórą głowy.

Gdy pokryjesz produktem całe włosy odczekaj 15 minut.

Wysusz włosy suszarką średnim strumieniem, aż do całkowitego wysuszenia (jeżeli masz wrażliwe oczy przytrzymaj ręcznik przy twarzy podczas suszenia). Wyprostuj pasma włosów za pomocą prostownicy rozgrzanej do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde. Po wyprostowaniu wszystkich włosów odczekaj 30 minut. Jeżeli zależy Ci na efekcie uniesionych włosów od nasady prostuj pasma trzymając je w górze.

Umyj włosy ponownie szamponem
Gdy pokryjesz produktem całe włosy odczekaj 15 minut.
Wysusz włosy suszarką średnim strumieniem, aż do całkowitego wysuszenia (jeżeli masz wrażliwe oczy przytrzymaj ręcznik przy twarzy podczas suszenia). Wyprostuj pasma włosów za pomocą prostownicy rozgrzanej do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde. Po wyprostowaniu wszystkich włosów odczekaj 30 minut. Jeżeli zależy Ci na efekcie uniesionych włosów od nasady prostuj pasma trzymając je w górze.
Umyj włosy ponownie szamponem.
Gdy pokryjesz produktem całe włosy odczekaj 15 minut.
Wysusz włosy suszarką średnim strumieniem, aż do całkowitego wysuszenia (jeżeli masz wrażliwe oczy przytrzymaj ręcznik przy twarzy podczas suszenia). Wyprostuj pasma włosów za pomocą prostownicy rozgrzanej do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde. Po wyprostowaniu wszystkich włosów odczekaj 30 minut. Jeżeli zależy Ci na efekcie uniesionych włosów od nasady prostuj pasma trzymając je w górze.
Umyj włosy ponownie szamponem ( CLARIFING SHAMPOO). Osusz je ręcznikiem, usuwając z nich nadmiar wody tak aby były wilgotne. Za pomocą pędzelka do aplikacji zacznij nakładanie odżywki (POST- TREATMENT CONDITIONER) dzieląc włosy na małe pasma. Nakładaj preparat w odległości 1-2 cm. Od skóry głowy, aż po same końce. Unikaj kontaktu preparatu ze skórą głowy. Gdy pokryjesz produktem całe włosy, odczekaj 15 minut i spłucz włosy wodą, pozostawiając na włosach około 50% odżywki.

Wysusz włosy suszarką, rozdzielając je na małe pasemka w celu ułatwienia sobie tej czynności oraz poprawienia dokładności suszenia. Następnie wyprostuj włosy prostownicą rozgrzaną do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde pasemko.


Wysusz włosy suszarką, rozdzielając je na małe pasemka w celu ułatwienia sobie tej czynności oraz poprawienia dokładności suszenia. Następnie wyprostuj włosy prostownicą rozgrzaną do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde pasemko.

Wysusz włosy suszarką, rozdzielając je na małe pasemka w celu ułatwienia sobie tej czynności oraz poprawienia dokładności suszenia. Następnie wyprostuj włosy prostownicą rozgrzaną do temperatury 215-230 stopni Celsjusza 6-7 razy każde pasemko.
PO WYKONANIU ZABIEGU NIE MA ŻADNYCH OGRANICZEŃ DOTYCZACYCH MYCIA WŁOSÓW.
ZABIEGI TAKIE JAK FARBOWANIE, PASEMKA, ROZJAŚNIANIE MOŻNA WYKONAĆ DWA TYGODNIE 
PRZED LUB PO ZABIEGU PROSTOWANIA .

Pamiętaj, aby nie ominąć żadnego punktu z instrukcji, gdyż są one niezbędne do prawidłowego przeprowadzenia zabiegu. Szampon dołączony do zestawu może być używany codziennie.
Odżywka może być używana jedynie po przeprowadzeniu zabiegu.
Po zabiegu nie zalecam stosowania szamponów i odżywek zawierających sole i ostre detergenty między innymi SLS lub SLES.


Za pierwszym razem gdy prostowałam włosy, zajęło mi to ponad 6 godzin, głównie ze względu na zimny nawiew suszarki. Tym razem wybrałam jednak ten ciepły i zmieściłam się w 3,5h. Preparat nakładałam tylko od ucha w dół i uniknęłam okropnego efektu "ulizania przez krowę". I najważniejsze - nie spaliłam włosów ;D
Prostowanie keratynowe jest przede wszystkim zabiegiem regeneracyjnym. Uzupełnia ubytki we włosie, keratyna jest w niego dosłownie wprasowana za pomocą wysokiej temperatury prostownicy. Skutkiem ubocznym jest wyprostowanie włosów. Za pierwszym razem efekt utrzymywał się niezmiennie aż przy miesiące, potem włosy rozjaśniłam i wróciły do stanu sprzed zabiegu. Był on dla mnie świetną opcją zabezpieczającą. W tym samym celu wykonałam go ponownie - niedługo znów rozjaśnię włosy, ale już nie tak drastycznie ;) Jeszcze jednym motywem był upływający termin ważności preparatu - żal było mi wyrzucić pół opakowania, a nikt po przygodzie ze spalonymi za pierwszym razem końcami nie chciał mi pozwolić na wykonanie go na jego czuprynie.
Jeśli na coś chciałabym zwrócić szczególną uwagę, to będzie to okropny zapach preparatu z keratyną. Kiedy prostowałam pasemko przy twarzy, a para z kosmetyku znalazła się w pobliżu oka, to natychmiast potrzebowałam przyłożyć zmoczony ręcznik do twarzy na kilka chwil. Uważam to za największy minus zabiegu.
Ostatecznie włosy nie różnią się za bardzo kondycyjnie od stanu przed - nie wiem czym jest to spowodowane. Są jednak zdecydowanie grubsze i mocniejsze. No i szybko się rozprostowują. Myślę, że w razie potrzeby wykonam zabieg ponownie.

Jeśli chodzi o nieużywanie mocnych detergentów po zabiegu - nie za bardzo stosuję się do tego punktu. Moja skóra głowy potrzebuje mocniejszego oczyszczenia, a włosy na długości traktuję jak dotychczas odżywkami bądź maskami. Jeśli komuś zależy na efekcie idealnej tafli - wtedy jak najbardziej polecam łagodne szampony, wszelkie maski z keratyną, a także zakup keratyny hydrolizowanej i dodawanie jej do gotowych produktów, które nie mają jej w składzie. Nie jest to jednak bardzo konieczne i nie jestem w stanie stwierdzić, czy stosowanie się do takiej pielęgnacji faktycznie przedłuży efekty.


Miesiąc po pierwszym zabiegu, po dwukrotnym podcięciu. Niestety zdjęcie z lampą błyskową, choć w rzeczywistości się też tak strasznie świeciły. Były baardzo oklapnięte i bez życia.

Teraz przed zabiegiem.


Po zabiegu. Ja osobiście widzę różnicę zarówno między pierwszym prostowaniem, włosami przed i teraz. Tym razem z zabiegu jestem duużo bardziej zadowolona. Nie mam głowy polizanej przez krowę no i włosy lepiej to wszystko zniosły.

Jeśli są pytania bądź sugestie, to zapraszam do dyskusji ;)


czwartek, 19 maja 2016

Jak dobrze myć włosy?

Wydawać by się mogło, że nie ma nic skomplikowanego w myciu czupryny. Trochę szamponu na dłoń, włosy zmoczone i nakładamy szampon, robiąc przy tym lawę z piany, a włosy i głowę szorując zawzięcie jakby spotkały się co najmniej z błotnym deszczem. Niestety, w ten sposób włosy się osłabiają, stają się bardziej suche, a jeśli są zniszczone, to dokładamy im tylko mały, kolejny już gwóźdź do trumny.

Jak więc zrobić, żeby nadal względnie szybko sobie poradzić z myciem i jednocześnie uchronić delikatne włosy przed zniszczeniem mechanicznym i działaniem mocnego szamponu?

Ową metodę stosuję od 2,5 roku, niemal niezmiennie. Nie jest skomplikowana i wymaga tylko dwóch lub trzech kosmetyków. OMO, bo tak nazywa się sposób, który chcę przedstawić, dzieli się na trzy etapy mycia. 
O - odżywianie. Nałożenie PRZED myciem właściwym (szamponem) odżywki, maski bądź oleju. Generalnie chodzi o to, żeby ochronić podatne na zniszczenia końcówki włosów przed działaniem szamponu z mocnym detergentem, którym jest w większości Sodium Laureth Sulfate. Nie ma większego znaczenia czy będzie to nałożony olej na całą noc czy odżywka na kilka sekund. Chodzi o to, żeby końców nie szorować szamponem tylko właśnie odżywką czy maską. Zapewniam, że poradzi ona sobie z domyciem tak samo jak szampon, a jest delikatniejsza do włosów na długości. Kiedy już nałożę maskę czy odżywkę (z olejem jest trochę inaczej KLIK) to nie spłukując jej przechodzę do drugiego etapu.
M - mycie. Szampon nakładam tylko i wyłącznie na skórę głowy. Pilnuję tego, ponieważ większość moich szamponów jest mocno oczyszczająca i po takie też częściej sięgam. Masuję ją delikatnie kolistymi ruchami, a spływającej pianie pozwalam swobodnie lecieć w dół, jednakże nie dokładam do pomocy swoich dłoni - skupiam się tylko i wyłącznie na skórze. Włosy spłukuję dokładnie zaczynając od góry. Staram się już wtedy nie szorować włosów, tylko pozostawić je tak, jak woda je ułoży. 
O - odżywianie. Ostatnim krokiem jest nałożenie odżywki bądź maski na włosy na długości. Osobiście nie lubię bardzo, gdy moje włosy są oklapnięte, dlatego zawsze nakładam odżywkę czy maskę po myciu od ucha w dół (przy pierwszym O nie ma to dla mnie znaczenia, bo użyję szamponu). Zarówno odżywkę jak i maskę delikatnie wcieram zaczynając nakładanie od końcówek (i tam de facto zostawiam jej najwięcej. Jeśli nałożę maskę, to zostawiam ją na włosach na 15-30 minut, natomiast odżywkę zostawiam dosłownie na kilka chwil. Zdarza mi się, przy braku czasu, pominąć etap drugiego odżywienia, wtedy stosuję odżywkę bez spłukiwania bądź serum w spreju.
Nadmiar wody odsączam zawsze przejeżdżając z góry na dół po włosach, zawijam je w ręcznik na kilka chwil i nigdy nie szoruję.

Jakich kosmetyków użyć do odżywiania? 
Stosuję zasadę, że tylko jedno O jest czymś mocniejszym. Na przykład jeśli przed myciem nakładam maskę, to po myciu jest to tylko delikatna odżywka. Robię też odwrotnie - jeśli przed myciem użyję odżywki jako zabezpieczenia przed szamponem, to po myciu nakładam maskę. Myślę, że nic się nie stanie, jeśli przy jednym i drugim O użyjemy tej samej odżywki (maska z kolei mogłaby już przeciążyć włosy).

Bardzo ważne jest, żeby włosów nie szorować ani podczas mycia, ani wycierania ręcznikiem. To je nieodwracanie osłabia, a na pewnym etapie wręcz niszczy. Należy też uważać przy cienkich, delikatnych włosach, żeby ich nie obciążyć zbyt dużymi ilościami produktów. Zaczną się one wtedy zbijać w smutne strąki. Można wtedy używać odżywki b/s, ale ją spłukując.

Czekam na efekty! ;)

czwartek, 12 maja 2016

Aktualizacja włosów KWIECIEŃ, plan pielęgnacji MAJ, CZERWIEC

Kwiecień rozpoczął się od wizyty u fryzjera ;) TUTAJ cały post o proponowanej przeze mnie metodzie na podcinanie końcówek. 
Przez cały miesiąc miałam pić siemię lniane, skrzypokrzywę i wcierać wcierkę z rzepy. Niestety nie do końca mi się to udało, ponieważ od kwietnia zaczęłam pracę! ;) TUTAJ link do moich ambitnych planów. Mimo wszystko włosy urosły więcej niż ten 1cm. O tym napiszę wkrótce w osobnym poście podsumowującym moją akcję ;)
W kwietniu też już po raz drugi farbowałam moje zielone "refleksy". Widzę różnicę, jednakże ten efekt nadal mnie nie zadowala. W najbliższym czasie przyjdzie czas na rudą farbę, która powinna zniwelować męczącą mnie poświatę.






PLAN PIELĘGNACJI MAJ, CZERWIEC

Po pierwsze nadal chcę walczyć o centymetry. Do tego wybieram wcierkę Radical, która leży na mojej półce już od ładnych paru miesięcy ;D
Po drugie olejowanie skóry głowy. Miałam taki moment podczas wcierania Joanny, że skóra się przesuszyła. Chciałabym tego uniknąć w tych dwóch miesiącach. Do tego ważnego zadania wybieram najlżejszy z mojej włosowej kolekcji - olej kokosowy.
Po trzecie chcę wykonać prostowanie keratynowe. Od poprzedniego minęło już prawie pół roku i muszę szybciutko wykorzystać resztę preparatu, szkoda mi go wyrzucić.
Jeśli chodzi o włosy na długości, to nadal chcę je systematycznie olejować, maskować i zakwasić od czasu do czasu ;D

wtorek, 10 maja 2016

DIY ulepszenie maski lub odżywki - mąka ziemniaczana

Majówka troszkę mi się przedłużyła, wracam dopiero do żywych ;D
Mimo wszystko podczas majówkowych imprez znalazł się czas dla mojej czupryny. Zależało mi na dociążeniu włosów bez ich obciążania rzecz jasna. Do domu zabrałam ze sobą tylko jedną maskę i balsam od Babuszki Agafii, więc musiałam sobie poradzić z czymś z maminej szafki. Padło na sprawdzoną już wcześniej przeze mnie mąkę ziemniaczaną.
Mąka jako dodatek do maski świetnie wzmacnia jej działanie, wygładza i dociąża włosy. Nie zawiera żadnych super specjalnych składników odżywczych, ma po prostu sprawić, że włosy wyglądają dobrze ;)
Dodałam łyżkę stołową maski, pół łyżki balsamu, małą łyżeczkę mąki ziemniaczanej i kilka kropel olejku z orzechów włoskich.


 Całość wymieszałam dokładnie i przed myciem nałożyłam na włosy od ucha w dół.


 Włosy zawinęłam w folię i na to nałożyłam ręcznik, potrzymałam tak około 30 minut. Następnie umyłam szamponem tylko skórę głowy i nie nakładałam po myciu żadnej odżywki. Wysuszyłam włosy trzymając głowę w dół letnim i zimnym nawiewem bez modelowania. Swe dzieło uwieńczyłam kropelką olejku śliwkowego na końce. 
Ulepszona maska sprawdziła się tak jak powinna ;) Włosy wygładzone, bez plątania, bez układania.


Mąkę ziemniaczaną można też użyć jako suchy szampon do włosów ;) Najlepiej po myciu na wysuszone włosy nasypać na głowę trochę mąki (robiąc przedziałki). Uniesie nam ona trochę włosy, doda objętości i pozwoli dłużej cieszyć się nieprzetłuszczoną skórą. Mąka bowiem wchłania nadmiar łoju. Można też spróbować użyć jej na lekko nieświeżych już włosach.

piątek, 29 kwietnia 2016

"Recepta babci Agafii" czyli sekrety syberyjskich ziół - szampon i balsam


         Na te dwie skromne butelki trafiłam niedawno w mojej małej drogerii pod akademikiem. Często uda się tam trafić na perełki, które dotąd znałam tylko ze sklepów internetowych, bądź też takie trudno dostępne w Rossmanie czy Hebe.
            Miałam już wcześniej do czynienia z kosmetykami do włosów od Babuszki Agafii, więc nie wahając się zbyt długo wzięłam szampon i odżywkę w ciemno - nie było bowiem wyboru zbyt szerokiego, ponieważ zdążyły się wyprzedać :( Wzięłam szampon przeciw wypadaniu włosów i balsam, który nadaje objętość i blask. Czy się sprawdziły? Zapraszam do mojej pierwszej recenzji ;)



TRADYCYJNY SYBERYJSKI SZAMPON 3 - PRZECIW WYPADANIU



"Tradycyjny szampon Agafii do włosów 3 na bazie propolisu łopianowego, a także ekstraktu prawoślazu, olejków kminku - zawiera dużą ilość witamin A, B1, B2, C i PP oraz minerałów, które intensywnie odżywiają włosy i zapobiegają ich nadmiernemu wypadaniu. Szampon ma silne działanie odżywcze i regenerujące, zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów, wzmacnia je, chroni przed uszkodzeniami i działaniem czynników zewnętrznych" - opis producenta.



Skład: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Propolis Extract, Arctium Lappa Root Extract, Glycine Soja Oil, Urtica Dioica Extract, Chamomilla Recutita Flower Water, Althaea Officinalis Root Extract, Salivia Officnails Oil, Carum Carvi Fruit Oil, Mel, Saponaria Officinails Root Extract, Cera Alba, Panthenol, Niacinamid, Citric Acid, Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Cl 15985, Cl 19140, Cl 42030, Cl 14720.

Na czerwono zaznaczyłam składniki, które odpowiadają za faktyczne mycie skóry i włosów. 
Na żółto wszelkie roślinne wyciągi itp.
Na zielono emolienty i oleje.
Na niebiesko humektanty, czyli nawilżacze.
I na różowo substancje, które mogą UCZULAĆ.

Szampon nie zawiera absolutnie żadnych silikonów ani keratyny, co dla mnie jest dużym plusem, bo bardzo nie lubię tych składników w szamponach. Ma natomiast SLES, którego wiele osób, zwłaszcza z delikatną skórą powinno się wystrzegać. Bardzo dobrze myje i się pieni, bez problemu radzi sobie ze zmyciem oleju. Należy jednak uważać, ponieważ zawiera dużo roślinnych wyciągów, które przy zbyt intensywnym stosowaniu mogą (ale nie muszą) przesuszać włosy. Dla mnie szampon idealny ;) Posiadaczki jasnych włosów powinny uważać, ze względu na barwniki zawarte w szamponie. Jego kolor to taki przeźroczysty zmieszany z czarnym ;)

Opakowanie jest raczej klasyczne, plastik miękki, więc bez problemu można wydobywać produkt. 

Zapach ziołowy, dla mnie przyjemny.

Cena jak najbardziej przystępna. Za 500 ml zapłaciłam niecałe 8 zł ;)

Jeśli chodzi o wypadanie to niestety nie podam obiektywnej odpowiedzi, ponieważ stosuję wcierkę, która je skutecznie zahamowała do minimum.



TRADYCYNY SYBERYJSKI BALSAM Nr 4 OBJĘTOŚĆ I BLASK



"Tradycyjny balsam do włosów nr 4 na bazie propolisu kwiatowego i innych naturalnych składników, takich jak organiczny wosk kwiatowy, oleje z wiązówki błotnej i werbeny przywraca włosom lekkość i puszystość. Odpowiednio dobrane naturalne składniki sprawiają, że włosy zyskują witalność, piękno i intensywny blask. Przy regularnym stosowaniu balsamu włosy są łatwiejsze do ułożenia, lekkie, puszyste i piękne".


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Amodimethicone, Propolis Extract, Calendula Officinails Flower Extract, Chamomila Recutita Flower Water, Sophora Japonica Flower Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Cera Alba, Lavandula Angustifolia Oil, Chamomila Recutita Oil, Mel, Panthenol, Pinus Sirbica Needle Extract, Pinus Sirbica Seed OilPinus Sirbica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Xantan Gum, Hydrolyzed Milk Protein, Trideceth-12, Ceteareth-20, Citric Acid, Parfum,  Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Cl 16255, Cl 15985, Cl 19140, Cl, 42090, Cl 14720

Dokładnie jak wyżej:
Na czerwono zaznaczyłam składniki, które odpowiadają za mycie.
Na żółto wszelkie roślinne wyciągi itp.
Na zielono emolienty i oleje.
Na niebiesko humektanty, czyli nawilżacze.
Na fioletowo proteiny.
I na różowo substancje, które mogą UCZULAĆ.

W składzie znowu brak silikonów. Zdecydowanie balsam włosów nie obciąża choć dociąża. Są miłe, lekkie, puszyste: tak jak obiecano ;D

Produkty mogą okazać się idealne dla kręconowłosych oraz takich włosów, które kosmetyki łatwo obciążają (wyglądają wtedy na nieświeże bądź szybko się przetłuszczają), np. dla cienkowłosych (czyli takich, jak ja). Na szampon zdecydowanie powinny uważać osoby o bardzo wrażliwej skórze głowy.

Włosy po użyciu szamponu i balsamu, bez olejku na końcach, naturalne światło


Podsumowując: oba produkty mają u mnie duży plus za działanie (co najważniejsze) oraz za cenę. Nie wydaje mi się natomiast, aby mogły być jedynymi produktami do pielęgnacji włosów. Potrzeba jeszcze jakiegoś zabezpieczenia końcówek ;)

środa, 20 kwietnia 2016

DIY płukanka zakwaszająca

Poprzedni weekend nie obył się bez włosowych kombinacji. Ni z tego, ni z owego moja siostra wpadła na genialny pomysł - pofarbować "odrost" na ciemniejszy kolor - zrobić taki sztuczny, żeby nie było tak dużego kontrastu z farbowanym blondem a ciemnym naturalnym brązem.
Po całej operacji, gdy przyszedł czas na spłukanie farby, przeszła mi przez głowę myśl, czy przypadkiem ta ciemna spływająca farba nie zabarwi w żaden sposób blondu... Trzeba więc było się ratować czymkolwiek, co było w domu ;D

Aby farba nie dostała się do jasnych włosów, trzeba było zamknąć ich łuski. W tym celu użyłyśmy płukanki cytrynowej.


Jak przygotować? 
Otóż bardzo łatwo ;)
pół cytryny
pięć litrów wody chłodnej (najlepsza byłaby destylowana bądź przegotowana, my jednak wzięłyśmy prosto z prysznica)
wlać to razem do miski i troszkę zamieszać

Jak użyć?
Włosy wkładamy do miski i moczymy dosłownie chwilę, można zanurzyć także głowę. Następnie polewamy włosy całą zawartością miseczki. Polecam na koniec jeszcze polać chłodną wodą bez cytryny, bo zdarzało mi się, że bez tego kroku były takie trochę posklejane.
Płukankę stosujemy najczęściej po myciu jako jedno z ostatnich płukań.

Ma ona na celu, tak jak już wspomniałam, zamknięcie łusek włosów, może pomóc doraźnie z przetłuszczaniem skóry głowy. Włosy są sypkie, błyszczące, lekkie. Warto użyć płukanki przed większym wyjściem, efekt wow murowany ;)
Stosować można co około dwa tygodnie. Zbyt częste stosowanie płukanki zakwaszającej może powodować przesuszenie, a nawet spalenie włosów! Należy więc robić to z głową ;)
Płukanka cytrynowa działa na nasze włosy także jako odkamieniacz - usuwa kamień, który nagromadził się na włosie podczas mycia wodą z prysznica.





Co zamiast cytryny?
Ocet jabłkowy w proporcji około pół szklanki na pięć litrów wody
Piwo ;)

Płukankę warto stosować po farbowaniu włosów, aby domknąć łuski. Efekt lekkich, miękkich włosów utrzymuje się u mnie do kilku myć. Jeżeli chcesz zastosować płukankę PO farbowaniu, polecam zrezygnowanie z odżywki dołączonej do farby, ponieważ ma składniki odpowiedzialne za domykanie łusek. Tak więc albo odżywka albo płukanka, żeby nie narobić sianka ;)




piątek, 15 kwietnia 2016

Good hair day (1)

Good hair day to sprawa indywidualna. Oczywistym jest, że włosy nie zawsze wyglądają tak, jak chcemy. Czasem będą przypominały bardziej siano niż włosy, bo nałożymy za dużo keratynowych produktów, a raz pozbijają się w kolonie (czy też strąki - zwał jak zwał) przez nadmiar emolientów. Są jednak dni, kiedy chcemy wyglądać dobrze, olśnić błyszczącą taflą bądź bujnymi lokami. Jak więc sprowokować "Good hair day" bez użycia stylizatorów czy np. prostownicy?

Chętnie podzielę się "przepisem" na jeden z moich super włosowych dni.

Po pierwsze naolejowałam włosy kilkoma kropelkami olejku śliwkowego od ucha ku końcom. Pochodziłam z olejem około dwóch godzin. Olej podczas mycie zemulgowałam Kallosem Milk. Następnie umyłam głowę i włosy szamponem z BioVax. Na końcówki na kilka chwil nałożyłam odżywkę Oil Repair3.


Po odsączeniu wody ręcznikiem dosłownie kropelkę wielkości groszku odżywki z Ziaji wtarłam w końce. Wysuszyłam je w większości zimnym nawiewem. W suche końcówki wtarłam kropelkę olejku śliwkowego. Przed spaniem związałam je w wysoką kitkę na czubku głowy, aby zyskały objętość i aby pozostały proste.


Rano popsikałam je na długości Gliss Kurem, a na włosach przy twarzy użyłam suchego szamponu Batiste o moim ulubionym zapachu ;)


Włosy są śliskie i zdyscyplinowane, końcówki odpowiednio nawilżone bez oznak przesady (nie zbijają się w strąki). Zabrakło im jednak miękkości, mogłam więc dodać gdzieś np. mocznik.

Podsumowując: postawiłam na emolienty, niewielka tylko ilość nawilżaczy była w odżywce z Ziajki, prawie bezwzględnie uniknęłam protein (keratyna w Gliss Kurze).


Może masz jakiś sposób na swój Good hair day? ;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jak wcierać wcierkę i dlaczego ją stosować?



Wcierki są często pomijanym źródłem w walce o piękne włosy. Wydaje mi się, że głównie ze względu na uciążliwość stosowania - niekiedy dla efektów należy to robić codziennie.
Mają one wiele zastosowań, można przyśpieszyć porost włosów, zminimalizować wypadanie, przetłuszczanie czy łupież. Potrafią zadbać o skórę głowy, która najczęściej jest traktowana tylko szamponem (przynajmniej u mnie ;))


Jak więc się za to zabrać, aby miało to sens i przebiegało sprawnie?

Zwykle zaczynam wcierkową terapię od porządnego oczyszczenia skóry głowy ze zrogowaciałego naskórka, czyli po prostu wykonuję peeling.Oczywiście taki swojej roboty ;) Mój ulubiony jest cukrowy - łyżka cukru i łyżka szamponu i tę substancję wmasowuję w głowę. Można zamiast cukru użyć kawy bądź jakichś drobnych ziarenek. Można także zakupić gotowy. Dla wrażliwej skóry polecam jednak peeling enzymatyczny, ponieważ mechaniczne zdzieranie naskórka może podrażnić delikatną skórę. Nie zalecam jednak stosować peelingu zbyt często, bo może powodować wzmożone wypadanie czy podrażniać skórę.

Aplikuję wcierkę robiąc przedziałki na całej głowie po około 3- 4 cm od siebie, Niestety nie wszystkie wcierki mają tak wygodną buteleczkę jak ta z Joanny. Nie ukrywam, że każda inna wcierka była dla mnie przez to gorsza w użyciu. Najczęściej nabierałam ją do strzykawki i tak rozprowadzałam lub też nalewałam trochę na talerzyk i opuszkami palców nanosiłam na głowę. Oczywiście nadal stosując przedziałki.

Ważny jest także masaż skóry tuż po aplikacji, Dla mnie jest to najprzyjemniejsza rzecz w ciągu dnia. Poprawia on krążenie, dlatego wcierka szybciej wchłania się tam, gdzie powinna. Delikatne mechaniczne podrażnianie cebulek może także objawiać się przyśpieszonym porostem. Głowę masujemy powoli opuszkami palców wykonując okrężne ruchy. Można też użyć gotowego już masażera.


Pamiętaj, że wcierka to nie tylko magiczna, gotowa mikstura, można ją także z odpowiednich składników przygotować w domu (np. kozieradka) lub nakładać olej (np. rycynowy).

Może masz ochotę ze mną zawalczyć o systematyczne wcieranie? ;)



środa, 6 kwietnia 2016

Gorące nożyczki - czyli jeden ze sposobów na rozdwojone koncówki

Rozdwojone końce to odwieczny problem długich włosów. Chcesz, aby rosły, więc pozwalasz tym smutnym włosom żyć swoim życiem. Niestety efekt jest odwrotny - rozdwojone końce osłabiają włos, staje się on kruchy, szybciej traci nawilżenie. A zniszczenia pną się w górę. Najlepszym lekarstwem na rozdwojone końcówki są nożyczki. Nie mam co do tego wątpliwości. Nie istnieją żadne magiczne specyfiki, które scalą włos. Trzeba go po prostu ściąć. I to im szybciej, tym lepiej, bowiem im dłużej zwlekasz, bo nie chcesz obciąć, tym krótsze będą, gdy w końcu zdecydujesz się sięgnąć po nożyczki.

Mimo, iż zapuszczam włosy, fryzjera odwiedzam co około 3 miesiące. Końcówki są już po prostu "zmęczone", suche, wprawione oko zauważy, że są jaśniejsze niż reszta włosów.
Jest jednak sposób, żeby włos nie niszczył się tak szybko. Otóż - strzyżenie na gorąco!

Nożyczki są podpięte do prądu oczywiście, temperatura jest ustawiona odpowiednio do stanu włosów (np. czy były rozjaśniane itp.). Gdy po raz pierwszy o tym usłyszałam, zapaliła mi się czerwona lampka w głowie. Przecież temperatura wysoka niszczy włos. I tu o radę zapytałam fryzjerkę, która wyjaśniła mi, że włos jest "przypalany" tak, jak nitka zapalniczką, co by się nie rozwarstwiała. Myślę, że jesteś w stanie sobie to wyobrazić i już wiesz, jak to działa.

Włos jest też trochę inny niż przy cięciu zwykłymi nożyczkami. Nie mogę dobrać odpowiedniego słowa, abyś mnie zrozumiał. Jak szczotka? Nie chodzi o to, że sztywne, końcówka jest taka KONKRETNA, mięsista. Sam producent nożyczek podkreśla, że cięcie tymi nożyczkami pomaga utrzymać wilgotność włosa przez stworzenie uszczelnienia wysoką temperaturą.

I ja się pod tym podpisuję rękami i nogami ;) Cięcie to nie kosztuje dużo więcej, a myślę, że warto.





wtorek, 5 kwietnia 2016

Porost włosów - siemię lniane, wcierka z czarnej rzepy i skrzyp z porzywą

Kiedy zaczynałam wdrażać się w tajniki włosowe, obiecałam sobie, że na egzamin zawodowy zapuszczę włosy moich marzeń. Jak to jednak w życiu bywa - nie do końca się udało. Brakuje mi nadal sporo, bo ponad 10 cm, a zostały trzy miesiące. Niestety, choćbyśmy chcieli cudu, to tak szybko nie urosną. Przełożyłam więc sobie troszkę metę - do absolutorium, które mamy na początku października, a więc 6 miesięcy.

Sposobów na porost włosów mamy bardzo dużo wbrew pozorom. Na początku do tematu podchodziłam bardzo ostrożnie, nie wierzyłam w tę magię. Na szczęście znalazłam kilka perełek, które mi pomagają przyspieszyć wzrost włosa. Standardowo moje włosy rosną w tempie 1 cm na miesiąc. Postawiłam więc na trzy przyspieszacze porostu. Takie, które już wiem, że u mnie działają. Nigdy jednak nie stosowałam ich jako takie combo ;D Chcę ich używać początkowo przez miesiąc, a jeżeli efekt będzie zadowalający to przedłużę kurację.


To moje kontrolne pasemko z "grzywki". Wybrałam takie, bo łatwo je odnajdę, jest tuż przy skraju włosów i przy przedziałku na środku. 



Siemię lnianie

Niepozorne nasionka lnu zwyczajnego są bardzo zdrowe i korzystnie wpływają na organizm. Posiadają wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, błonnik, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny. Obniża poziom cholesterolu, zmniejsza wchłanianie glukozy w przewodzie pokarmowym, działa na niego osłonowo. Wykazuje też właściwości przeciwnowotworowe i przeciwzapalne. Jeśli to nie przekonuje Cię do jego spożywania, to może tak jak mnie zmotywuje to, że poprawia stan włosów i paznokci, a także przyspiesza ich wzrost! 
Jak je przygotować?
Łyżkę siemienia lnianego zalewam wrzącą wodą do połowy szklanki i przykrywam talerzykiem. Wypić można, gdy już trochę przestygnie. Polecam rozgryzać nasionka ;) Z początku wydawało mi się okropnie oślizgłe, więc proszę się nie zrażać. Często ziarenka zalewam wieczorem, a zjadam rano. Polecam konsumować na czczo, wtedy najlepiej działają ;)







Herbata ze skrzypu i pokrzywy

Skrzyp polny to roślina uważana w Polsce za chwast ;) Można go znaleźć na łące lub w lesie. Ma właściwości moczopędne, uspokajające i przeciwdrgawkowe.
Pokrzywa zwyczajna także wzmaga produkcję moczu, jest bogata w wiele witamin, makro - i mikro-elementów, ułatwia przemianę materii, a także wzmaga apetyt.
Obie herbaty mają bez wątpienia wiele zalet, dlatego piję je razem. 
Po jednej torebce każdej z nich wrzucam do dużego, ukochanego kubka, zalewam pół litra wody i przykrywam talerzykiem, aby troszkę się zaparzyły. 





Wcierka z czarnej rzepy "Joanna"

Jedyna wcierka, którą do tej pory przetestowałam z pozytywnymi skutkami! Ma w składzie szkodliwy alkohol, więc osoby o delikatnej skórze głowy powinny uważać z jej stosowaniem. 
Na razie używam jej codziennie. Muszę obserwować, czy przypadkiem nie wysusza mi skóry.



Trzymaj za mnie kciuki!

piątek, 1 kwietnia 2016

Aktualizacja włosów MARZEC 2016

Przez cały marzec zmagałam się z zielonym kolorem włosów, który powstał na skutek rozjaśnienia włosów pofarbowanych dwa lata temu indygo. Udało się go już prawie zneutralizować, choć do pięknego koloru długa droga ;)
Po drugie marzec był pod hasłem olejowania, bo pomimo użycia nanoplexu przy rozjaśnianiu, to włosy jednak się trochę osłabiły.
Po trzecie mocznik i siemię lniane, bez których nie udałoby się utrzymać nawilżenia.




Na zdjęciu po lewej zaraz po rozjaśnianiu. Zdjęcie po prawej już po wielu próbach pozbycia się niechcianego koloru. Nadal widać zimny kolor, mniej więcej w połowie długości, którego być nie powinno. Myślę, że kolejne farbowanie już zlikwiduje tę różnicę.

Pozdrawiam, Magda ;)

środa, 30 marca 2016

Primus non nocere - po pierwsze nie szkodzić!

Hipokrates, ojciec medycyny, wypowiedział takie właśnie słowa, które do dziś przyszli lekarze wypowiadają podczas zaprzysiężenia. Podpiąć je można do wielu dziedzin naszego życia, więc dlaczego nie do włosów? Chciałabym więc opowiedzieć o kilku z pozoru drobnych rzeczach, które wiele z nas robi na co dzień i być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że sobie szkodzi.

1. CODZIENNIE UŻYWANIE PROSTOWNICY 

Sama byłam niegdyś jej wielką fanką, aż któregoś dnia odkryłam, że moje włosy są proste ;D istnieją wprawdzie kosmetyki chroniące przed wysoką temperaturą, ale z doświadczenia wiem, że na dłuższą metę nie sprawdzają się one zbyt dobrze i rzetelnie. Jak więc się pozbyć ukochanego potwora? Można spróbować pokochać swoje kręciołki ;) pielęgnacja włosów falowanych i kręconych jest nie lada wyzwaniem, jednakże daje widoczne efekty i sprawia ogromną radość. Ale co zrobić, kiedy naprawdę nie lubię moich kręciołków? Polecam z czystym sumieniem prostowanie keratynowe. Włosy proste, zdyscyplinowane, lśniące i nieprostowane przez miesiące ;) a co najważniejsze? Odbudowane! Nie jest to bardzo skomplikowany zabieg, można go wykonać samemu, ewentualnie z pomocą drugiej osoby. Prostownica to klucz do piekieł i wydaje mi się, że ciężko dobrze i świadomie dbać o włosy, jeżeli się jej używa. Nie popadajmy tylko ze skrajności w skrajność, włosy są dla nas, a nie odwrotnie.


Któż nie marzy o takiej tafli?



2. SPANIE W MOKRYCH I ROZPUSZCZONYCH WŁOSACH

Są to grzechy, które zdarza mi się popełniać do dziś, ale dopiero przy zastosowaniu się do spania w suchych i spiętych włosach zauważyłam ogromną różnicę. Suszarkę do włosów uważam za mojego najlepszego przyjaciela, włosy myję albo późno wieczorem, albo rano przed wyjściem na uczelnię, nie mają więc czasu na naturalne wyschnięcie, co i tak trwa moim zdaniem zdecydowanie za długo. Mokry włos bardzo łatwo zniszczyć, jest podatniejszy na uszkodzenia przez wodę, która rozchyla łuski. Dlatego należy wziąć sobie to do serca i spać w suchych i najlepiej spiętych. Jak je upinać? Ja stawiam kucyki na czubku głowy bądź dobierane warkocze, ale myślę, że koczki także mogą się sprawdzić ;)



3. NIEUMIEJĘTNE CZESANIE

Jak czesać włosy? Zdecydowanie delikatnie ;) Osobiście rozczesuję je zawsze od dołu, ponieważ kiedy zacznę od czubka głowy, zaczynają mi się pęczkować, a pęki niestety bardzo trudno rozczesać. Polecam też, jeśli takowe już powstaną, rozczesywać je palcami. Czesanie włosów mokrych, to także mała zbrodnia. Lepiej to zrobić, gdy są pokryte odżywką i użyć w tym celu grzebienia z szerokimi ząbkami. Przy spłukiwaniu nie powinny się szczególnie poplątać, oszczędzi to wyrwanych kołtunów ;)





4. CHAOTYCZNE MYCIE

Przed włosomaniactwem szorowałam włosy, jakbym co najmniej dzień spędziła bawiąc się w błocie. Musiało być dużo piany i wszystkie ociekały szamponem. A wystarczy zacząć od skóry, najpierw umyć ją porządnie opuszkami palców, a następnie przejść do włosów na długości i wcierać w nie delikatnie szampon (bądź odżywkę, bo ona do mycia na długości znakomicie się nadaje). Dużo mniej splątanych kosmyków, a co za tym idzie - delikatniejsze czesanie i mniej wyrwanych i zniszczonych mechanicznie włosów.


5. GORĄCA WODA

Włosy nie lubią bardzo wysokich temperatur. To samo dotyczy wody, w której je myjemy. Jestem fanką gorących kąpieli i pryszniców, choć zdaje sobie sprawę, że nie służy to ani włosom, ani mojej skórze. Staram się jednak im to troszkę wynagrodzić. Przy samych czynnościach pielęgnacyjnych, wybieram wodę jednak trochę chłodniejszą, a do ostatniego płukania zawsze używam letniej, ale nie zimnej wody.




6. TARCIE PODCZAS WYCIERANIA

Żeby pozbyć się nadmiaru wody po ich umyciu, wystarczy na kilka minut założyć na nie ręcznik, zrobić tak zwany turban i dać mu robić swoją robotę. Nie potrzeba dodatkowo fundować włosom papieru ściernego (bo tak tarcie po nich ręcznikiem działa). Zdzieramy w ten sposób wszystko, co dobre dałyśmy włosom, np. olej, ale także naruszamy samą strukturę włosa, którą wcale niełatwo odbudować.


7. SUSZARKA PRZYJACIELEM?

Z suszarką warto się umiejętnie zaprzyjaźnić, bo inaczej może okazać się naszym przeciwnikiem. Ważne są trzy rzeczy: aby ta suszarka miała regulację temperatury, prędkości oraz funkcję jonizacji. Zwykle suszę włosy raczej na turbo obrotach (choć jak wiadomo im wolniejsze tym lepiej), ale zaczynam od letniego nawiewu i na zimnym kończę. Nie męczę ich gorącym powietrzem, zamykam łuski zimnym. Jonizacja ma na celu pomoc z elektryzowaniem się włosów.


8. METALOWE OZDOBY

Gumkom i wszelkim spinkom i wsuwkom z metalu bądź metalowymi elementami, mówię stanowcze NIE. Wyrywają one i zniekształcają włosy, a za tym idą rozchylone łuski, które ciężko z powrotem domknąć. Polecam gumki frotki lub Invisibobble, ponieważ delikatnie zsuwają się z włosów. Na wszelkiego rodzaju spinki zamiennikiem mogą być plastikowe lub materiałowe opaski.



9. ZABEZPIECZANIE

Brak odpowiedniego zabezpieczenia końcówek ma także negatywne skutki. Włosy narażone są na otarcia, przez co ich naturalny film zostaje uszkodzony bądź zniszczony. Warto więc zaserwować im codziennie kroplę olejku czy serum silikonowego. Zależy nam przecież na tym, aby były piękne i błyszczące ;)

Celowo nie podałam zabiegów, którym poddajemy nasze włosy, tj. rozjaśnianie, farbowanie czy trwała. Czasem niestety są to rzeczy nieuniknione, a te z podanych przeze mnie punktów, można sprytnie obejść ;) Czy ktoś dodałby coś do tej listy?

Pozdrawiam, Magda ;)


piątek, 25 marca 2016

Jak nałożyć i zmyć olej?


W jakim celu nakłada się w ogóle olej? Otóż uzupełnia on "braki" we włosowych łuskach, dlatego właśnie należy wybrać olej do porowatości, aby cząsteczki były odpowiednio duże i wnikały właściwie we włos. Czeka nas drogie Panie tafla włosów niczym z Bollywod! Staną się one bowiem błyszczące, gładsze, przyjemne dla oka ;)



Sposobów na aplikację olejów jest wiele, można je też dowolnie modyfikować. Najważniejsze jest przecież to, żeby olej działał! Jak się więc za to zabrać? Opowiem o metodach, które sama przetestowałam i o tym, jak one się u mnie sprawdziły.

OLEJOWANIE NA SUCHO
Jest to najmniej skomplikowany sposób nakładania oleju. Porcję około łyżki stołowej nakładam na włosy zaczynając od końcówek (tu daję raczej najwięcej oleju), a na długości koło ucha kończąc. Nie lubię nakładać olejów na całość, a tym bardziej na skórę głowy (nie jest to w żaden sposób przeciwwskazane, chyba, że miewasz problemy ze skalpem, wtedy bezpieczniej omijać to miejsce). Ważny jest czas trzymania oleju na włosach. U mnie jest to minimum dwie godziny, czasem spędzam z olejem całą noc. Akurat u mnie efekt jest ten sam i na szczęście pozytywny. Należy jednak pamietać, że każde włosy są inne, wszystko jest indywidualne, dlatego metodą prób i błędów dochodzi się do perfekcji ;D Włosy trzymam upięte w wysokiego, zawiniętego koka.


OLEJOWANIE NA MOKRO
1. Najpierw namoczyć włosy, a potem nałożyć olej.
2. Najpierw nakładamy, olej a następnie moczymy włosy.
Ta metoda jest u mnie równie skuteczna i skraca czas trzymania oleju. Trzymam olej około godziny do maksymalnie dwóch. Jednakże nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie nie jest moją ulubioną.


OLEJOWANIE W MISCE
Wypróbowałam tylko raz, niestety mój kark nie był zachwycony, a i włosy bez rewelacji. Metoda ta polecana jest szczególnie dla delikatnych i cienkich włosów, dla których "za ciężkie" jest bezpośrednie olejowanie. W miskę nalewamy wodę i robimy a'la rosołek, bo do miski wlewamy olej, ja na 3 litry ciepłej wody dałam łyżkę oleju i w tym zamoczyłam włosy, wisząc głową w dół. Niestety u mnie bez efektów. 

OLEJOWANIE W KUBECZKU
Do kubeczka o objętości 500 ml nalałam ciepłej wody, łyżkę oleju, 10 kropli keratyny i 10 kropli d-panthenolu. W tym moczę włosy, oczywiście głownie końcówki, a potem resztą je spłukuję, zawijam w koczek i robię kompres: na głowę zakładam foliowy czepek (bądź reklamówkę - tak samo działa ;)) i na to szczelnie ręcznik, żeby woda nie spływała po plecach. Staram się wysiedzieć około godzinki i zmywam. Oczywiście nie trzeba dodawać półproduktów.

OLEJOWANIE SKÓRY GŁOWY
Skalp olejowałam tylko i wyłącznie olejkami na porost. Był to olej rycynowy, któremu zdecydowanie należy się osobny post oraz olejem z Green Pharmacy z papryczką. Niewielką ilość oleju nalewałam na talerzyk i opuszkami palców wmasowywałam w skórę.


Nasuwa się jeszcze pytanie: jak zmyć olej? 
Nie ukrywam, że początki były ciężkie. Zdarzało mi się chodzić na zajęcia z niedomytą głową... Włosy trzeba wyczuć, trochę mi zajęło nauczenie się moich własnych.

Po pierwsze szampon. Wystarczy porządne, najlepiej dwukrotne mycie szamponem. Wszystko zależy od tego, ile nałożymy oleju. 

Po drugie maska bądź odżywka. Na zmoczone włosy nakładam dość obficie najczęściej maskę Kallos Milk, której zadaniem jest emulgacja oleju. Wmasowuję ją we włosy, zostawiam na kilka chwil, czasem robię to dwukrotnie. Nie używam szamponu na długości włosów. 

I już, nadmiar oleju schodzi, a włosy mają barierę ochronną. ;D


ZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK OLEJEM
Jeżeli mowa o oleju jako "zabezpieczaczu" końcówek, to nakłada się go tylko kropelkę i dłońmi rozprowadza po włosach. Nie trzeba go wtedy zmywać.

Pozdrawiam, Magda ;)

Zbawienne olejowanie

Pamiętam, gdy pierwszy raz przeczytałam o olejowaniu. Szok, niedowierzanie i ciekawość.
I tak kupiłam oliwę z oliwek, która była polecana jako pierwszy olejek na próbę. Moje włosy były w fatalnym stanie.
Przesuszone, połamane, rozdwojone. Przy czesaniu pełno końcówek leżało w umywalce :( Na początku nie wpadłam na to, żeby poszukać w Internecie czegoś, co by im pomogło, sama znalazłam "idealny" sposób - prostowałam te wyschniętą szczotę. Czasem na mokre bądź wilgotne włosy. Można sobie tylko wyobrazić jaką masakrę sobie sprawiłam.

Oliwę z oliwek nakładałam codziennie. Włosy chłonęły olej jak gąbka. Po około dwóch miesiącach widziałam poprawę. Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia "przed". Oczywiście też sporo je podcinałam. 

Postanowiłam spróbować innego oleju, padło na kokosowy. Totalna porażka. Siano gorsze, niż było przed rozpoczęciem extra pielęgnacji. Wtedy to dopiero zagłębiłam się w temat
POROWATOŚCI WŁOSÓW A DOBORZE OLEJU
Kokosowy poszedł do mamuni jako olejek do ciała (a jest idealny na suchą skórę!), a ja zakupiłam olej lniany. Była to miłość od pierwszego olejowania <3 niedrogi, łatwo dostępny i zdziałał cuda dla mojej czupryny. Nie rozstałam się z nim przez całe dwa lata włosomaniastwa.
Międzyczasie kupiłam olej arganowy, który ani trochę mnie nie zadowolił. Na włosach nie robił nic, a kosztował niestety bardzo dużo.
Na końcu zeszłego roku wykonałam sobie prostowanie keratynowe, co zmieniło porowatość moich włosów w większości na niską i polubiły się z kokosem.
Po rozjaśnianiu włosów keratyna wypłukała się na tyle, że kokos już niestety nie jest miłością, bo powoduje spuszone końce.
Używam obecnie oleju śliwkowego, który kocham za wydajność i zapach. Kilka kropel wystarczy do naolejowania całych włosów.
Drugim olejem w mojej kosmetyczce jest olej z orzechów włoskich, który również cudownie pachnie i oczywiście cudownie działa. 

Moim włosom najbardziej odpowiada mix śliwki i orzecha. Proporcje staram się robić 1:1, jednakże nie przykładam do tego szczególnie wagi.



Dwa tygodnie regularnego olejowania co drugie mycie, włosy myję prawie codziennie.

Pozdrawiam serdecznie, Magda ;)